Ma rację Adam Smith pisząc w „Bogactwie Narodów”: „To, co jest roztropnością w prywatnym życiu każdej rodziny, nie może być chyba szaleństwem w życiu wielkiego królestwa. Jeżeli obcy kraj chce nas zaopatrzyć w jakiś towar taniej, niż my sami możemy to uczynić, lepiej ów towar nabyć za jakąś część wyrobów naszego własnego przemysłu, który z kolei produkuje to, w czym my mamy przewagę nad innymi krajami”. W dobie obecnego kryzysu stwierdzenie Smitha jest równie aktualne jak kilkaset lat temu.
Powyższą prawdę przypomnieli sobie liderzy światowej polityki. Dziś Wielkie Imperium Brytyjskie już nie istnieje. Obecnie największą światową gospodarką jest Unia Europejska, a zaraz po niej Stany Zjednoczone. Jak widać kryzys może mieć też pozytywne skutki, bo skłania do myślenia i motywuje działania.
Wspólne oświadczenie prezydenta USA Baracka Obamy, przewodniczącego Rady Europejskiej Hermana Van Rompuy’a i przewodniczącego Komisji Europejskiej Jose Manuela Barroso wywołało falę optymizmu po obu stronach Atlantyku. Porozumienie, jeśli dojdzie do skutku, będzie przełomem nie tylko z ekonomicznego punktu widzenia, ale również politycznego.
Przewodniczący Barroso słusznie zauważył, że porozumienie w tej sprawie będzie oznaczać utworzenie największej na świecie strefy wolnego handlu. Ożywienie handlowe między dwiema największymi gospodarkami świata może przynieść ogromne korzyści, od pobudzenia wzrostu gospodarczego, po spadek cen, bezrobocia i zadłużenia państw członkowskich Zjednoczonej Europy. Niezwykle istotne znaczenie w nowym porozumieniu będzie miała nie tyle redukcja ceł, co ograniczenie pozacelnych barier handlowych oraz harmonizacji regulacji i standardów, np. bezpieczeństwa żywności czy testów produktów farmaceutycznych. Wiadomo już, że najtrudniejsze rozmowy będą na temat rolnictwa, a w szczególności na temat GMO.
Nie będą to łatwe negocjacje. Według optymistów potrwają do 2014 r., ale trzeba działać szybko, bo jak radził laureat ekonomicznej nagrody Nobla Milton Friedman, odrodzą się obrońcy status quo. Zwolennicy protekcjonizmu, producenci podający pseudoargumenty o „nieuczciwej konkurencji”. Jeszcze jeden głos będzie ważny. Głos konsumenta. Będzie on konkurował z głosami grup, dbających o interes przemysłu czy pracowników. Ponownie odwołam się do Adama Smitha, gdyż opisał to bardzo celnie: „W każdym kraju interes wielkiej masy ludzi polega i musi na tym polegać - aby kupowali rzeczy potrzebne od tych, którzy je sprzedają najtaniej. Twierdzenie to jest tak oczywiste, że śmieszna wydaje się konieczność jego udowadniania. (...) pod tym względem interes kupców i fabrykantów przeciwstawia się bezpośrednio interesom wielkich mas ludności”.
Czy warto utrzymywać bariery handlowe i ograniczać dostęp produktów amerykańskich do naszego rynku w imię protekcjonizmu? Pamiętajmy, że to nie bariery ograniczające import przyczyniają się do „być, albo nie być” polskiego producenta. Każdy z nas codziennie, dokonując zakupów, wybiera produkt polski lub importowany i to my konsumenci w akcie wyboru decydujemy o sukcesie lub porażce rynkowej dóbr lub usług, kierując się ich ceną i jakością.
Gdy wybuchnie dyskusja polityczna wokół powstania strefy wolnego handlu pomiędzy UE a USA pamiętajmy również, że Stany Zjednoczone są największym rynkiem importowym świata (wartość amerykańskiego importu, zgodnie ze statystykami udostępnianymi przez U.S. Bureau of Economic Analysis, ogółem na koniec grudnia 2011 r. wynosiła 227.6 miliardów USD). Polska znajduje się na 51 miejscu na liście krajów eksportujących towary na amerykański rynek. Ograniczenie barier handlowych może spowodować, że polscy producenci oferujący relatywnie tanie i dobre jakościowo produkty czy usługi mają szansę na wykrojenie z tego tortu o wiele większego kawałka niż obecnie.
