Wojna tytoniowa

Nie będzie slimów – tak zdecydowali we wtorkowym głosowaniu posłowie z komisji środowiska i ochrony zdrowia Parlamentu Europejskiego. Posłowie opowiedzieli się także za stworzeniem tzw. pozytywnej listy substancji, które mogłyby być dodawane do papierosów. Takie rozwiązania raczej nie wpłyną na używanie tych marek, ale na pewno wpłyną na gospodarkę i zatrudnienie.

Na dziś nie ma na pewno bezpośredniego zapisu o zakazie papierosów mentolowych. Za stworzenie listy smakowej odpowiedzialna byłaby Komisja Europejska. Komisja środowiska i zdrowia publicznego jest komisją dosyć specyficzną, dlatego wynik głosowania dla nikogo nie jest zaskoczeniem. Kluczowe będzie planowane na wrzesień głosowanie na sesji plenarnej, gdzie cały Parlament wypowie się na temat propozycji Komisji Europejskiej – skomentowała moja koleżanka Jolanta Hibner (PO).

Dlaczego wybuchła tytoniowa wojna? Według danych Komisji Europejskiej palenie tytoniu jest najczęstszą przyczyną zagrożeń dla zdrowia, których można by uniknąć. Co roku w wyniku spowodowanych przez nie chorób prawie 700 tys. osób umiera przedwcześnie. Około 50 proc. palaczy umiera przedwcześnie (średnio o 14 lat wcześniej). Komisja wymienia też szereg objawów utrudniających normalny tryb życia osób palących jak osłabienie kondycji, niższy komfort życia codziennego. Nic dziwnego, że Komisja, która stara się dbać o zdrowie publiczne, próbuje podejmować coraz bardziej radykalne działania mające zniwelować te statystki.

W zakresie samej diagnozy panuje dość powszechna zgoda. Trudniej osiągnąć zgodę w sprawie metody radzenia sobie z tym problemem. Właśnie w tym zakresie pojawia się najwięcej nieporozumień.

Komisja Europejska informuje, że 94 proc. palaczy zaczyna palić przed ukończeniem 25. roku życia. Aż 70 % palaczy zaczyna palić przed ukończeniem 18 roku życia. Dlatego działania należy skoncentrować przede wszystkim na zniechęcaniu młodzieży do rozpoczęcia palenia. Zdaniem Komisji największe działania powinny skupiać się na zniechęceniu młodych palaczy, aby nie dopuścić do ich uzależnienia i chronić ich zdrowie, które w tym wieku jest najbardziej zagrożone. Rzecz w tym, że wycofanie ze sprzedaży papierosów typu slim czy smakowych może nie wpłynąć znacząco na konsumpcję wśród nieletnich, gdyż nie ma danych mówiących o odsetku młodych rozpoczynających nałóg od tego typu papierosów.

Wiemy, co zniechęca do palenia. Zdecydowana większość rzucających palenie zdecydowała się na ten krok ze względu na konsekwencje zdrowotne. Komisja podaje, że stanowią oni 60% rzucających palenie. Następnymi determinantami są kolejno: cena papierosów i presja otoczenia. Projekt Komisji Europejskiej zakłada też, że opakowania papierosów i produktów tytoniowych będą musiały być w 75 proc. pokryte wizualnymi i słownymi ostrzeżeniami zdrowotnymi. Jest to rozszerzenie istniejących już obowiązków informacyjnych, aby każdy palący miał wiedzę z jakimi zagrożeniami ma do czynienia. To nie budzi większych oporów.

Prawdę powiedziawszy najskuteczniejszą metodą statystycznego ograniczenia palenia tytoniu byłoby zdelegalizowanie palenia tytoniu. Komisja Europejska i państwa członkowskie nie chcą tego, bo państwa czerpią olbrzymie dochody ze sprzedaży. Delegalizacja oznacza też przemyt, czarny rynek i całkowitą utratę kontroli nad paleniem młodzieży. Z drugiej strony nawet delegalizacja narkotyków okazała się tak trudna do pełnej implementacji, że niektóre państwa Ameryki Południowej rozważają zalegalizowanie narkotyków.

Na dodatek zdaje się, że Komisja Europejska wybrała jeden z najgorszych momentów do wprowadzania tak radykalnych ograniczeń. Na fali kryzysu gospodarczego i ciągłej walki z bezrobociem wśród młodych ludzi proponuje się rozwiązania, które mogą jeszcze bardziej pogłębić kłopoty na rynku pracy. Dotyczy to szczególnie Polski. Polska jest największym producentem gotowych wyrobów tytoniowych w UE. W Polsce jest 6 fabryk, które zatrudniają ok. 6 tys. osób, a tytoń uprawiany jest w 14,5 tys. gospodarstw rolnych. Polscy posłowie do Parlamentu Europejskiego stanęli w obronie polskich obywateli, którzy narażeni są najbardziej na konsekwencje ekonomiczne regulacji, które wcale nie gwarantują osiągnięcia zakładanych celów zdrowotnych. I to jest meritum tego zamieszania, choć rozstrzygając tę kwestię oczyliście zawsze będziemy w sporze z własnym sumieniem.
Trwa ładowanie komentarzy...