Dokąd zabierze nas grecki statek?

Co oznacza dla Unii Europejskiej przejęcie sterów przez państwo będące od 2008 r. na minusie? Czy tak jak symbol greckiej prezydencji, ascetyczna żaglówka, symbolizująca umiarkowany optymizm zgodnie z przewidywaniami Centralnego Banku, nabierze wiatru w żagle, mając wreszcie PKB na plusie?

Logo prezydencji jest bardzo skromne w swej formie, jego projekt był równie oszczędny finansowo i takie też z pewnością będzie całe obecne przewodnictwo w Unii Europejskiej. Grecy przewidują na nie wydać 50 mln euro, dla porównania Polska na swoją prezydencję wydała około 100 mln euro, a Francja 175 mln euro. Będzie to najtańsza prezydencja w historii, pierwszy raz zabraknie oficjalnych krawatów i gadżetów. To ważny gest państwa, które do 2008 r. nie słynęło z oszczędności, teraz Ateny mocno zaciskają pasa, starając się wyjść z tarapatów, w które wpędziły siebie i strefę euro. Dziś, za błędy przeszłości najbardziej cierpią sami Grecy, nie dziwi więc, że nad każdym wydanym tam euro-centem toczy się dyskusja. Mimo dobrych prognoz Grecy wciąż są na początku uzdrawiania swojej gospodarki. Ateny są ciągle okrętem na wzburzonym morzu niepewności, dobrze zdaje sobie z tego sprawę jego kapitan, premier Antonis Samaras, któremu tej posady zapewne nie zazdrości dziś nikt w Europie. Sprawa dla niego jest o tyle trudna, że grecki statek oprócz sztormu związanego z finansami państwa, będzie musiał zmierzyć się z wzbierającą falą eurosceptycymu, która będzie miała swą kulminację w maju 2014 r., podczas wyborów do Parlamentu Europejskiego. Wzmocnienie legitymizacji Unii Europejskiej, przez kraj znajdujący się w epicentrum europejskiego kryzysu, nie będzie łatwym zadaniem.

Odpowiedzią Antonisa Samarasa, zaprezentowaną podczas przemówienia w Strasburgu, jest hasło „więcej Europy, lepszej Europy”. Jego przesłanie to Unia jeszcze bardziej zjednoczona, a Europa według niego to nie tylko procedury czy instytucje, Europa, jak powiedział, „to my”. Należy przez to rozumieć to, co Grecy zapowiadali już wcześniej, pogłębianie integracji państw, zwłaszcza tych należących do Unii Gospodarczej i Walutowej, przez promocję polityk i działań mających na celu wypełnienie istniejących luk w architekturze strefy euro, które ujawnił kryzys, nie tylko finansowy, ale i instytucjonalny Unii. Taka wizja Europy, wywodząca się z narodu odwiecznych żeglarzy, nie dziwi, morze zawsze jednoczyło ludzi po nim pływających.
Szef greckiego rządu mówił o konieczności znalezienia równowagi pomiędzy dyscypliną fiskalną i stabilnym wzrostem. To trudne zadanie stojące przed ekonomistami południowej części Półwyspu Bałkańskiego, jak i Europy.

Priorytetem greckiego przewodnictwa w UE będą działania służące pobudzaniu wzrostu gospodarczego i zatrudnienia, a szczególnie walka z bezrobociem wśród młodzieży. Grecy będą się też starali zakończyć negocjacje z Parlamentem Europejskim na temat drugiego etapu unii bankowej, czyli systemu likwidacji i restrukturyzacji banków.
Ważna, w trakcie greckiego przewodnictwa, będzie również, sprawa z perspektywy Polski może bardziej odległa, lecz dla południa Europy niezwykle istotna, mianowicie polityka UE w sferze migracji i ochrona granic. Grecja, jak wiele państw basenu Morza Śródziemnego, zmaga się z problemem nielegalnej imigracji z Afryki i Bliskiego Wschodu.

Czekamy na konkretne propozycje i ustalenia, niektórzy wątpią w zdolności przywódcze osłabionej Grecji. Czy podczas wyborów do PE grecki statek, a za tym Europę, wywróci fala eurosceptycznego ekstremizmu? Czy solidarność europejska, której doświadczyli Grecy, dalej będzie jedną z podstaw funkcjonowania zjednoczonej Europy? Czy Grecy, po trudnej lekcji ekonomii, wypłyną na spokojne wody? Statek z greckim logo, to także symbol komunikacji i poszukiwania, może więc Grecy, jako urodzeni żeglarze mają też wrodzoną predyspozycję do wychodzenia ze sztormów i znajdowania rozwiązań? Dokąd zabierze nas ta grecka łódź? Na te pytania będziemy w stanie ostatecznie odpowiedzieć dopiero za pół roku, na dziś pozostańmy umiarkowanymi optymistami.
Trwa ładowanie komentarzy...