Ukraina to potencjalny partner UE, a nie poletko eksperymentalne

Pokojowe rozwiązanie dla Ukrainy jest ważnym celem dla całej Europy. Ale przy okazji dyskusji i polemik mieszają się różne pomysły, opinie i propozycje. Szybkie przyjęcie do UE, plan Marshalla, proklamowanie sankcji. Ten chaos wynika często z niskich pobudek i doraźnych celów politycznych. Tymczasem gra toczy się o pokój w regionie.

Pada bardzo wiele pytań – co konkretnie powinno być zrobione teraz, co powinno robić się wcześniej, ale również co powinniśmy zrobić w przyszłości? Jest też sporo odpowiedzi na te pytania. W Polsce publicyści, eksperci i politycy pewnym głosem proponują co, kiedy, ale również kto powinien podjąć konkretne działania. Przy okazji, palcami pokazuje się winnych zaniechania, którymi, zapewne zupełnie przypadkowo, okazują się z reguły polityczni oponenci. Nie, nie na Ukrainie, polityczni oponenci w Polsce.

Koncepcja pierwsza – trzeba było przyjąć albo trzeba teraz przyjąć Ukrainę do UE. Łatwo powiedzieć: wiśta wio! Zwolennicy członkostwa Ukrainy w UE nie mówią tylko jak przekonać 28 państw członkowskich, by zgodziły się na to bardzo optymistyczne podejście. Na razie ani Ukraina nie wyraziła woli członkostwa, ani nie ma też gotowości wielu państw UE, gotowych na złożenie takiej propozycji. Mam nadzieję, że niedawne spotkania premiera Donalda Tuska z liderami wielu państw europejskich, przekonały ich do poważnego rozważenia takiej śmiałej strategii.

Koncepcja druga – stworzyć drugi „plan Marshalla” specjalnie dla Ukrainy. Gdy pytałem propagatorów tej idei czy Polska nie powinna dać przykładu i zdeklarować sposób finansowania oraz ile polscy podatnicy byliby w stanie zainwestować w taki ambitny plan, usłyszałem dziwne odpowiedzi. A to, że to niepotrzebna małostkowość albo, że to politycy, wspierający rząd powinni się tym zająć. Najbardziej kuriozalne były sugestie, że trzeba przestać wspierać finansowo te kraje strefy euro, które przeżywają kłopoty i z tych środków pomagać Ukrainie. Mamy zatem przekonać 18 państw członkowskich, że nie mają pomagać sobie tylko naszemu sąsiadowi. Genialne, prawda? Ratujcie Ukrainę, nie siebie! Nie wiem też, jak bardzo trzeba ”fruwać w obłokach”, by twierdzić - jak niektórzy eksperci - że finansowym wsparciem planu dla Ukrainy mogłaby być zainteresowana Arabia Saudyjska i Turcja.

Miłośnicy drugiego planu Marshalla wiedzą, że potencjalna konferencja darczyńców mogłaby odbyć się w Polsce, a nawet, że na czele planu mógłby stanąć Polak. Tak, to możliwe. Pytanie tylko jak to zrobić, w sytuacji gdy samemu nie oferuje się ani grosza. Rzucanie pomysłów, które mają sfinansować inni nie jest szczęśliwym rozwiązaniem. Jeżeli propozycja konferencji czy przewodzenia planowi dla Ukrainy miałaby być poważna, to trzebaby jednocześnie zdeklarować poważny udział finansowy w tym projekcie. Nawet jeżeli jest się w opozycji.

Trzecia sprawa to kwestia ewentualnych sankcji. Mam wrażenie, że dość łatwo być dzisiaj „jastrzębiem” i żądać wprowadzenia sankcji. To ważny instrument wywierania presji i UE powinna z niego korzystać w sytuacjach, które tego wymagają. Warto jednak pamiętać o skutkach wprowadzenia sankcji. Po pierwsze wprowadzenie sankcji zamyka możliwość skutecznego mediowania między stronami konfliktu. Po drugie skuteczność sankcji jest uzależniona od stopnia ich zastosowania przez większą /niż tylko UE/ grupę państw. Po trzecie – nawet bardzo szerokie sankcje, zastosowane przez dużą grupę państw, bywają nieskuteczne - vide Kuba czy Białoruś.
Trwa ładowanie komentarzy...